Śledztwo w sprawie oszustw na lewe obligacje. Prokuratura: przestępstwo na 166 mln zł

Prezentujemy treść artykułów autorstwa Grzegorza Walczaka, opublikowanych w kieleckim wydaniu Gazety Wyborczej w dniach 17 i 21 kwietnia 2021 r.

Źródło: https://kielce.wyborcza.pl/kielce/7,47262,27001933,sledztwo-w-sprawie-oszustw-na-lewe-obligacje-prokuratura-przestepstwo.html

https://kielce.wyborcza.pl/kielce/7,47262,27001933,sledztwo-w-sprawie-oszustw-na-lewe-obligacje-prokuratura-przestepstwo.html

Tytuł: Oszustwo na miliony. Inwestorzy nabici w obligacyjny balon

Wrobili mnie profesjonalnie przygotowani oszuści z miłą, uśmiechniętą twarzą – mówi przedsiębiorca z Kielc. Na trefnych obligacjach stracił 100 tys. zł oszczędności. Prokuratura uważa, że setki osób stały się ofiarami piramidy finansowej.



Wszystko wydawało się wiarygodne. Gdyby tak nie było, nie przesłałbym nikomu 100 tys. zł – zapewnia Marcin (imiona pokrzywdzonych zmieniliśmy). O obligacjach korporacyjnych, na których można zarobić, usłyszał od Roberta, doradcy finansowego. Znał go z firmy ubezpieczeniowej. On także zainwestował w nie własne pieniądze. – W kilku wpłatach 130 tys. zł. I też ich nie odzyskałem – mówi Robert.
Prokuratura uważa, że oszukanych przez spółki z Grupy Ericius jest znacznie więcej. Prowadzi śledztwo, z którego wynika, że pokrzywdzonych jest około 1 tys. obligatariuszy, a wyrządzona szkoda obejmuje blisko 130 mln zł. To, co wydawało się niezłą inwestycją, nazywa teraz piramidą finansową.

Obligacje na inwestycje
Był styczeń 2018 r. Marcin odezwał się do Grupy Ericius, przesłał mail, dane, w odpowiedzi dostał dokumenty. Wśród nich „propozycję nabycia 100 (stu) obligacji imiennych serii K2AN2 wyemitowanych przez Kibo Projekt Nr 1 sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie”. To, jak się miało okazać, jedna z firm wchodzących w skład Grupy. Jedna obligacja była wyceniona na 1 tys. zł.
Przedsiębiorca z Kielc przeczytał umowę. Wynikało z niej, że pieniądze przekazywane przez klientów obligacji są inwestowane m.in. w „zakup nieruchomości pod realizację projektów centrów logistycznych, działalność operacyjną i inwestycyjną firm, rozwój prowadzonych projektów”. Brzmiało zachęcająco i poważnie. Zwłaszcza że przedstawiono mu też katalog ze zdjęciami poglądowymi inwestycji. Zapłacił.
Zachęcająco brzmiało też to, że obligacje były oprocentowane na 10 proc. w skali roku. Płatność odsetek miała następować co kwartał. Termin wykupu ustalono na 26 stycznia 2019 r. Czyli po roku od zakupu przez Marcina 100 obligacji za 100 tys. zł Kibo Projekt zobowiązywało się do ich ponownego odkupienia za taką samą kwotę.
Gwarancją tego, że wszystko jest bezpieczne, miały być grunty.
Cała emisja na łączną kwotę 5 mln zł była bowiem zabezpieczona hipotecznie do wysokości 6,5 mln zł na nieruchomościach, które spółka „planuje zakupić”. Chodziło o działki w Rawie Mazowieckiej. Stanąć tam miało centrum logistyczne. Do dziś, jak wynika z ksiąg wieczystych, tereny te nie są własnością firmy Kibo Projekt.

Gadka szmatka
Marcin przypomina sobie: – Jakiś czas przed obowiązkowym wykupem przez firmę Kibo Projekt obligacji, to mógł być grudzień 2018 r., dochodziło do mnie, że coś jest nie tak. Już wcześniej były problemy z uzyskaniem odsetek. A gdy termin wykupu już nadszedł i zażądałem pieniędzy, zaczęło się. „Zaraz oddamy, niebawem, za chwilę” – zapewniali. Gdy dzwoniłem do nich, było ciągłe uspokajanie i gra na zwłokę. Gadka szmatka. Raz dodzwoniłem się do prezes tej całej grupy, Jolanty Z. Miła rozmowa. „Panie Marcinie, jesteśmy w przeddzień podpisania umowy z nowym inwestorem. Wszystko jest na dobrej drodze”. Potem znów próbowałem się czegoś dowiedzieć. Słyszałem tłumaczenia. A to, że inwestor z Izraela nie przyjechał, a to, że zamieszanie wokół sprawy go wystraszy, a to, że to jednak była próba wrogiego przejęcia. „Walczymy w państwa imieniu” – zapewniali stanowczo. Byli doskonale przygotowani, co odpowiadać klientom. Miesiące bujania, odwlekania, gry na czas. Profesjonalnie przygotowani oszuści z miłą, uśmiechniętą twarzą mnie dymali – nie kryje zdenerwowania. Stracił oszczędności, które nie wie, czy uda mu się już odzyskać. – Myślę, że oni nie myśleli o budowaniu czegokolwiek – uważa teraz.

Inwestor
O pierwszych zaległościach w wypłatach prezes Ericius Logistics Park (w jej skład wchodzi kilkanaście spółek) Jolanta Z. informowała klientów w sierpniu 2018 r. Apelowała o zrozumienie tej „niekomfortowej sytuacji”, zapewniała o wypłacie dodatkowych odsetek z powodu opóźnień, pisała o przygotowaniach do budowy centrum logistycznego.
Wspominała o inwestorach. Bez nazw, danych. Raz, że osiągnięto „końcowe porozumienie” (marzec 2019), kiedy indziej, że procedowane są „ostatnie szczegóły transakcji” (kwiecień), by potem (w maju) uspokajać: „Jesteśmy na finale zakończenia procesu prawnego wprowadzenia inwestora”. Pisała o partnerze z Izraela, który miał zainwestować ok. 8 mln euro w projekty logistyczne, ale zorientowano się, że chciał on „wykrwawić firmy” i je zniszczyć. W maju dementowała „rozpuszczane informacje przez wrogie osoby” o zaprzestaniu działalności emitujących obligacje spółek.

„Zapewniamy, że nie wyprowadzamy majątku, żaden z właścicieli nie wyjechał i nie wyjeżdża za granicę, a spółki nie przygotowują się do upadłości ani bankructwa” – pisała w czerwcu 2019 r., dalej podkreślając, że jest inwestor chętny do zakupu aktywów.

Robert wpłacał pieniądze kilkoma partiami. Najpierw 20 tys. zł w 2016 r. – Chciałem wypróbować, sprawdzić, jak to funkcjonuje. Na umowie było zabezpieczenie, którym miała być nieruchomość wyceniona przez niezależnego rzeczoznawcę z państwową licencją. Wyglądało uczciwie, na etapie papierologii nie było się do czego doczepić. – mówi. – Wtedy jeszcze wszystko szło dobrze, nie chciałem wypłat pieniędzy, tylko wchodziłem w kolejne emisje. I tak w sumie zainwestowałem 130 tys. zł w obligacje różnych spółek z tej grupy: Vivo, Kibo, Varlan. Wydawało się to bezpieczne. Jeśli emisja obligacji była na milion, to zabezpieczenie w umowie wynosiło 120–160 proc., czyli co najmniej 1,2 mln – wylicza.
Kontakt się urwał
Nic nie zapowiadało problemów. Od znajomego słyszał, że ten nie miał problemu z wypłatą zainwestowanego kapitału. Problemy zaczęły się w drugiej połowie 2018 r.

– Odsetki były wypłacane co kwartał. W pewnym momencie to się skończyło – mówi Robert. Próbował się czegoś dowiedzieć m.in. od administratora zastawu, który reprezentuje interesy obligatariuszy. – Ciągle słyszałem, że przedłuża się proces sprzedaży nieruchomości, że trzeba czekać, ciągle jakieś wymówki – opowiada.
Gdy dowiedział się o aresztowaniu prezesów, dzwonił, słał maile, ale kontakt się urywał.

Piramida finansowa
Na początku lipca 2019 r. Jolanta Z. zapewniała klientów, że przedstawiciele inwestora byli w Polsce, „przygotowywali dokumentacje formalne i uzgodnili sprawy prawne pierwszego portfela inwestycji w projekty logistyczne”. Pod koniec lipca pisała, że „przyjeżdżają inwestorzy, których celem wizyty jest dalsze procedowanie sprzedaży projektów oraz ustalenie szczegółów transakcji sprzedaży, która ma się odbyć w najbliższym miesiącu”. Gdy ten termin mijał, 30 sierpnia deklarowała, że „trwają procesy negocjacji warunków sprzedaży poszczególnych nieruchomości”.
Niedługo potem, w październiku, Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała o zatrzymaniu czterech osób związanych z grupą. To prezesi spółek Juan F., Marek S., Jolanta Z., a także Beata H.K., która miała odgrywać „kluczową rolę” w oszustwie.
Dwóm ostatnim przedstawiono zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, a dwóm pierwszym udziału w niej, przy czym grupa miała na celu popełnianie oszustw i podawanie nieprawdziwych danych przy emisji obligacji, a także pranie pieniędzy.

Prokuratura ustaliła, że spółki nie miały żadnych innych dochodów poza tymi z emisji obligacji. Pieniądze klientów przeznaczano m.in. na bieżącą działalność, wynagrodzenie pośredników finansowych oferujących obligacje, transferowane między spółkami, choćby w celu spłaty wcześniejszych klientów. Szły też na zakup działek, ale żadne projekty inwestycyjne na nich nie powstawały. „Biorąc pod uwagę powyższy schemat działania, tzw. Grupa Ericius stanowiła piramidę finansową, w której wierzytelności wcześniejszych obligatariuszy regulowane były ze środków pozyskanych z kolejnych emisji” – zwracała uwagę prokuratura. Informowała, że klienci byli wprowadzani w błąd m.in. co do wartości i realności zabezpieczenia.

Śledztwo
Marcin przez pełnomocnika próbuje ustalić, co dzieje się w śledztwie.
„Pozostaje w toku” i „prokuratura nie udziela informacji o czynnościach” – tyle się dowiedzieli.
– Do dziś od 2019 r. nie mamy żadnych informacji o tym postępowaniu. To niezrozumiałe – mówi Marcin. – Czy odzyskam pieniądze? Nie wiem. Byłbym mile zaskoczony, gdyby chociaż części z nas to się udało – odpowiada. Prokuratura informowała w 2019 r., że dokonała zabezpieczeń majątkowych na ponad 30 mln zł.
Na jaki etapie jest śledztwo? Kiedy może się zakończyć? Jakie są szanse, że pokrzywdzonym uda się odzyskać pieniądze? – zapytaliśmy w poniedziałek warszawską prokuraturę okręgową. Odpowiedzi do tej pory nie uzyskaliśmy.

Prokuratura przyznaje: w sprawie obligacji wyemitowanych przez spółki z tzw. Grupy Ericius jest już 1426 pokrzywdzonych, a wartość szkody wynosi przeszło 166 mln zł.

W piątkowym „Tygodniku Kielce” opisaliśmy przypadki dwóch kielczan, którzy stracili oszczędności na zakupie tzw. obligacji korporacyjnych.
Wszystko brzmiało zachęcająco. Z umów wynikało, że odsetki będą wypłacane co kwartał, oprocentowanie roczne sięgało nawet 10 proc., a pieniądze klientów były inwestowane m.in. w „zakup nieruchomości pod realizację projektów centrów logistycznych, działalność operacyjną i inwestycyjną firm, rozwój prowadzonych projektów”. Emitujące obligacje spółki zobowiązywały się do ich wykupienia po roku.
Problemy zaczęły się w drugiej połowie 2018 r. Wtedy przestały być wypłacane odsetki, a klienci mieli problemy z odzyskaniem pieniędzy.
„Nie wyprowadzamy majątku”
Prezes całej grupy Jolanta Z. uspokajała, że problemy wynikają z przeciągających się rozmów z inwestorem. „Zapewniamy, że nie wyprowadzamy majątku, żaden z właścicieli nie wyjechał i nie wyjeżdża za granicę, a spółki nie przygotowują się do upadłości ani bankructwa” – pisała jeszcze w czerwcu 2019 r., dalej podkreślając, że trwają rozmowy z inwestorami. Cierpliwość klientów się jednak wyczerpywała.
W piątek opisaliśmy, jak dwie osoby z naszego regionu nie mogą odzyskać swoich oszczędności. Przedsiębiorca – 100 tys. zł, a doradca finansowy – 130 tys. zł.
W październiku 2019 roku warszawska prokuratura informowała o zatrzymaniu czterech osób: Juana F., Marka S., Jolanty Z., a także Beaty H.K., która miała odgrywać „kluczową rolę” w oszustwie. Bo choć do zakupów działek dochodziło, to żadne projekty nie były realizowane, a spółki nie miały innych dochodów niż te od klientów. Według prokuratury tzw. Grupa Ericius stanowiła „piramidę finansową”.
Do dziś od 2019 r. nie mamy jednak żadnych informacji o tym postępowaniu. To niezrozumiałe – mówił nam oszukany przedsiębiorca z Kielc. Przez pełnomocnika próbował ustalić, co dzieje się w śledztwie. „Pozostaje w toku” i „prokuratura nie udziela informacji o czynnościach” – tyle się dowiedzieli.
Nam prokuratura udzieliła odpowiedzi na pytania dopiero we wtorek 20 kwietnia.
Oszustwo na ponad 166 mln zł
Przyznała, że w sprawie występuje już w sumie 1426 pokrzywdzonych. „Wartość szkody wyrządzonej przestępstwami objętymi postępowaniem ustalona została na kwotę 166 255 475,94 złotych” – informuje prokurator Aleksandra Skrzyniarz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Przyznaje, że aktualnie w śledztwie występuje dziesięciu podejrzanych. Pierwszym czterem uzupełniono z kolei zarzuty.

Póki co, wobec jednej z osób stosowane jest tymczasowe aresztowanie. Kiedy śledztwo może się zakończyć? Jakie czynności pozostały do wykonania?
„Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie udziela informacji o dotychczas wykonanych i zaplanowanych czynnościach w sprawie, mając na względzie dobro postępowania. Decyzja merytorycznie kończąca sprawę zostanie podjęta po zgromadzeniu kompletnego materiału dowodowego” – informuje rzecznik.